Panowie! Czapki z głów! Oto geniusz!
Proszę Państwa!

Czy wiecie o kim mówię? Albo inaczej: o kim powiedział tak Schumann? Fryderyk Chopin... syn Józefa... urodzony w Żelazowej Woli... kompozytor...

O, tu już zaczyna każdemu coś świtać! Tak, kompozytor, a dokładniej geniusz muzyczny. Czy wszyscy go znają? Na pewno. Czy wszyscy go znają wystarczająco dobrze? Chyba nie.

A powinniśmy. Mówię my, bo to dotyczy nas wszystkich. A uczniów, których szkoła zyska patronat tego człowieka, w szczególności.

Niewielu spośród największych w dziejach muzyki kompozytorów doczekało się tylu biografii, studiów, artykułów i rozpraw analitycznych, a nawet tekstów literackich. Zarówno życie, jak i fenomen twórczości Fryderyka Chopina wydawały się zawsze fascynujące, a niesłabnące zainteresowanie jego muzyką przyniosło w efekcie ogromną liczbę rozmaitych publikacji. Pierwszą książkę o Chopinie, wydaną już w trzy lata po jego śmierci, napisał znakomity pianista węgierski Franciszek Liszt. Materiały zbierał m.in. rozsyłając specjalną ankiete do osób, które znały Fryderyka. Całości nadał charakter bardzo osbisty, będący wyrazem szczerego uznania dla sztuki wielkiego Polaka. Pisali o Chopinie Francuzi, Włosi, Niemcy, Rosjanie, pisarze, muzycy, naukowcy.

Sądzić by zatem można, że w biografii kompozytora nie ma żadnych tajemnic, ani niejasności. Zwłaszcza, ze zachowała się jego obfita korespondencja, bardzo interesujące i wartościowe, także pod względem literackim, źródło wiadomości, szczególnie o sprawach prywatnych. Tymczasem już nawet data urodzenia staje się problemem.

Fryderyk wychowywał się w otoczeniu trzech sióstr: Ludwiki, Izabeli i młodo zmarłej Emilii. Muzyczne zdolności przejawiał od najmłodszych lat; improwizował i powtarzał na fortepianie melodie grywane przez matkę. Systematyczna naukę muzyki rozpoczął pod kierunkiem, niezbyt wysoko cenionego przez współczesnych, prywatnego nauczyciela, Czecha Wojciech Żywnego. Wydaje się, że młody Chopin lubił go i szanował, co nie przeszkadzało mu zabawnie naśladować oryginalny sposób bycia i obcy akcent nauczyciela.

Już w wieku siedmiu lat Fryderyk skomponował dwa polonezy, dorównujące pod każdym względem modnym i z upodobaniem grywanym w tamtych czasach polonezom takich twórców jak Ogiński czy Szymanowska.

Wydanie Poloneza g-moll w sztycharni nut Cybulskiego sprawiło, że młodociany kompozytor stał się znanym w całej muzykalnej Warszawie cudownym dzieckiem, zapraszanym na koncerty w salonach i pałacach.

W czasie wakacji po pierwszym roku Liceum Warszawskiego, młody Chopin miał możność zetknięcia się z folklorem kujawskim, który odegrał bardzo ważną rolę w jego dalszej twórczości.

Po wyjeździe z Polski Chopin znalazł miejsce w środowisku muzycznym stolicy Francji, wśród wielu wybitnych pianistów całej Europy. Poznał wielkiego entuzjastę swoich kompozycji, Franciszka Liszta, sam wszakże szczególnie podziwiał grę Friedericha Kalkbrennera. Nie przystał jednak, chyba na szczęście na propozycję nauki u tego wirtuoza, po której miał mu dorównać w sprawności. Chopin zachował własny styl gry, gry precyzyjnej, subtelnej i nieco stonowanej. Choć niechętnie grywał na wielkich salonach koncertowych, uznawany był za jednego z największych pianistów swoich czasów. Zdobył szeroki rozgłos w kręgach arystokracji i zamożnego mieszczaństwa.

George Sand tak o nim pisała:

Wszystko, co w nim było wzniosłe, zachwycające, nawet wszelkie jego dziwactwa, czyniły go duszą i ulubieńcem wyborowych towarzystw. Szlachetność jego charakteru, bezinteresowność, poczucie godności osobistej, jego duma, daleka od wszelkiej niesmacznej próżności, dystynkcja i delikatność czyniły z niego przyjaciela szlachetnego i miłego.

Ta sama, jakże bliska Fryderykowi kobieta opowiadała też wielokrotnie o jego sztuce tworzenia:

Pomysły muzyczne przychodziły mu do głowy nawet wówczas, gdy ich nie szukał, nie oczekiwał i nie przeczuwał. Przychodziły nagle, niespodziewanie i to w kształtach już zaokrąglonych, wykończonych, gotowych, wspaniałych. Czasem działo się to, gdy siedział przy fortepianie, czasem, gdy spacerował. W tym ostatnim razie niecierpliwie czekał końca przechadzki, żeby jak najprędzej mógł dorwać się do fortepianu i usłyszeć zachowane w pamięci pomysły muzyczne. Kiedy to już nastąpiło, wtedy dopiero przychodziły ciężkie chwile niezmordowanej pracy, wahania się i gorączkowego opracowywania szczegółów kompozycji. To, co stworzył w myśli jako całość gotową i wykończoną, gdy miał ją przelać na papier, analizował aż do przesady; a gdy dane szczegóły nie okazywały się odpowiednimi, wpadał w prawdziwą rozpacz. Zamykał się w swoim gabinecie, ślęczał całymi dniami nad swoją pracą, płakał, rzucał się jak opętany, łamał pióra, często jeden takt po sto razy przerabiał i przerabiał. Nieraz nad jedną stroną siedział sześć tygodni...

***

Proszę Państwa! Czy to ostatnie zdanie nie świadczy o geniuszu Fryderyka Chopina?

To pytanie pozostawiam do samodzielnego rozważenia...

Ja jestem o tym przekonany i czuję się dumny, że jestem jego rodakiem.

Dziękuję.

Marek Mułenko